Mentoring w Fotoprezentacjach

Rozmowa z Moniką Redzisz – fotografką, która w parze z Olgą Świątecką bierze udział w Fotoprezentacjach Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę”

Krzysztof Pacholak: Dlaczego zdecydowałaś się na taką formę współpracy z Towarzystwem “ę”? Co Cię w “Fotoprezentacjach” urzekło?

Monika Redzisz: Idea „Fotoprezentacji” podoba mi się na wielu poziomach – tym ogólnym, na którym oznacza wymianę doświadczeń, łączenie pokoleń, tworzenie nowych ścieżek, jakby nowych połączeń w mózgu. Ale też dla mnie osobiście to bardzo fajne doświadczenie. Jestem dość mocno ostatnio zagłębiona w pisaniu reportaży, skoncentrowana na tekstach; zawsze byłam rozdarta pomiędzy słowem a obrazem; ostatnio to pierwsze dominuje. Tęsknię za obrazem i propozycja wzięcia udziału w tym projekcie była motywacją do tego, żeby pomyśleć o projekcie czysto fotograficznym.

Czego oczekujesz od udziału w projekcie i od tej pracy w parach?

Chciałabym, żeby dokonała się pewna wymiana. Mam nadzieję, że przydam się Oli; wiem, że współpraca może dużo dać. Z drugiej strony miałam nadzieję na mobilizację i inspirację dla siebie; i to się zresztą już stało, mimo, że to dopiero początek (śmiech).

Czy masz już na swoim koncie podobne doświadczenie? Może miałeś/miałaś swojego mistrza? Co Ci dała taka relacja?

Nie mam dokładnie takich doświadczeń. Ale generalnie właśnie czymś takim jest instytucja szkoły. Pamiętam to dobrze. Z jednej strony każdy „mistrz”, każdy „nauczyciel” budził we mnie odruch buntu i nie wchodziłam w taką relację, raczej obserwowałam ich z boku, nieufnie. Z drugiej strony ich obecność, ich słowa, ich oceny miały na mnie naprawdę ogromny wpływ; byli dla mnie czymś w rodzaju ścian, od których musiałam się odbić, żeby dowiedzieć się, czego chcę.

Jak pogodzić “staromodną” ideę mistrz-uczeń (tzw. dualny system kształcenia) ze współczesnym partnerskim podejściem? Kim jest Twoja “uczennica”/”partnerka” w tym projekcie?

Ja zupełnie nie pasuję do „bycia mistrzem”, nigdy nie potrafiłam w ten sposób się zachowywać ani w ten sposób o sobie myśleć. Ola jest dla mnie najzupełniej równą partnerką.

 

Rozmowa z Krzystofem Pijarskim – fotografem, który w parze z Karoliną Gembarą bierze udział w Fotoprezentacjach.

Dlaczego zdecydowałeś się na taką formę współpracy z Towarzystwem “ę”? Co Cię w “Fotoprezentacjach” urzekło?

Krzysztof Pijarski: Ponieważ na co dzień uczę w szkole artystycznej pociągało mnie wyjścia z roli osoby, która na koniec musi wystawić ocenę. Zaciekawiła mnie możliwość współtworzenia projektu z kimś, kogo nie znam, kimś o innej wrażliwości i sprawdzenie, czy będziemy w stanie razem stworzyć projekt. Karolina wydaje mi się w tym kontekście doskonałą partnerką – jest niezwykle otwarta, myśli samodzielnie, świetnie fotografuje. Myślę, że sam się z tej współpracy wiele nauczę.

Czego oczekujesz od udziału w projekcie i po tej pracy w parach?

Przede wszystkim dialogu. Tylko w ten sposób będziemy w stanie narzucić naszej współpracy ramy, które z jednej strony pozwolą nam nadać formę projektowi, a z drugiej nie będą nas uwierać.

Czy masz już na swoim koncie podobne doświadczenie? Może miałeś swojego mistrza? Co Ci dała taka relacja?

Moim mistrzem zawsze był i raczej zostanie Allan Sekula. Wprawdzie nie byłem nigdy jego studentem, ale mamy już długą historię wymiany. Nigdy nie ustanawiał hierarchii, w rozmowie zawsze traktował mnie jak partnera. Wiele z tego, co dziś myślę o fotografii, jak ją rozumiem, zawdzięczam właśnie tym rozmowom, jego pracom i lekturze tekstów Allana.

Jak pogodzić “staromodną” ideę mistrz-uczeń (tzw. dualny system kształcenia) ze współczesnym partnerskim podejściem? Kim są Wasze ”uczennice” lub “partnerki” w tym projekcie?

W pytaniu już kryje się odpowiedź – ja o Karolinie myślę raczej jako partnerce niż uczennicy, a przede wszystkim siebie nie uważam za mistrza. Uczenie to raczej umiejętność zadawania odpowiednich pytań, budzenie wątpliwości niż wykładanie, jak jest lub jak powinno być. W tym sensie jest tyle uczeniem się, co uczeniem innych.