Zbliża się rekrutacja do kolejnej edycji “UTW dla społeczności”. Reportaż działań wolontariuszy Wodzisławskiego UTW

Już w kweitniu ruszy rekrutacja do V edycji projektu „UTW dla społeczności”. Uniwersytety Trzeciego Wieku chętne do rozwijania w swoich strukturach grup wolontariatu zapraszamy do zgłaszania się do projektu (do 15 maja 2017 r.). 

Wszystkie informacje można znaleźć na stronie: www.utw.seniorzywakcji.pl

 

Grupy wolontariatu seniorów i seniorek coraz aktywniej działają na Uniwersytetach Trzeciego Wieku. Już 40 takich grup powstało w różnych miejscach Polski w ramach projektu „UTW dla społeczności” prowadzonego przez Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę” w partnerstwie z Polsko-Amerykańską Fundacją Wolności. Działanie słuchaczek z Wodzisławskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku to jeden z przykładów.

Reportaż Anny Liminowicz. 

 

 

„Zapracowane babcie”

 

 

Bagażnik i tylne siedzenie zapakowane strojami i rekwizytami. Edyta, Asia i Stasia ledwo się mieszczą w samochodzie. Z siatek wystają pluszowe uszy psa, bociani dziób zrobiony z brystolu. Jest jeszcze duża, plastikowa taczka, wiaderko, grabki. Są też wąsy, słomiany kapelusz, ogrodniczki, gumiaki. Wszystko jedzie do przedszkola na przedstawienie.

 

Studentki Wodzisławskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku mają bardzo napięty dzień. O 9:30 przedstawienie w przedszkolu, potem rysowanie z dziećmi. W południe Edyta udziela wywiadu w telewizji regionalnej, będzie opowiadać o klubie wolontariatu. O 14 – wielkie gotowanie w świetlicy środowiskowej,  a o 16 odbędzie się uroczyste zakończenie projektu „Gotowanie z babcią”. Dzieci dostaną dyplomy i książki kucharskie, które własnoręcznie przygotowały, oraz fartuszki z własnym imieniem. Będzie to ich ostatnie spotkanie.

 

W WUTW  studenci od dawna zajmują się wolontariatem. Mira, emerytka od 12 lat, wspomina: „Dla mnie Wodzisławski Uniwersytet Trzeciego Wieku to jeden wielki wolontariat. Utworzyliśmy go z niczego. Gdyby nie było klubu, i tak byśmy coś wymyślili. Gdy się rozeszłam z mężem, założyłam klub ludzi samotnych w Wodzisławiu. Zawsze coś organizowałam, żeby zmienić świat na lepsze”. Jednak po przystąpieniu do programu „UTW dla społeczności”, wszystko ruszyło z większym rozmachem. Powstał klub wolontariusza z 6 członkiniami. Z tych 6 osób szybko zrobiło się 25, a i to ciągle za mało – klub wolontariusza cieszy się w Wodzisławiu niemałym zainteresowaniem. Do seniorek wciąż napływają nowe zaproszenia od przedszkoli. Ale nie tylko. Ważną częścią działań jest współpraca ze szpitalnym oddziałem dziecięcym i świetlicą środowiskową. „Wszystko, żeby dać dzieciom trochę radości” – mówią związane z klubem panie.

 

Na oddziale dziecięcym seniorki odciążają zestresowane mamy, które w czasie ich pobytu mogą wyjść, odpocząć, napić się kawy. Wolontariuszka Krystyna zdradza, że jednym z ulubionych zajęć dzieci na oddziałach dziecięcych jest rysowanie laurek: „Przychodzi dziecko z wenflonem i mówi, że nic nie będzie robiło. A po 10 minutach malowania zapomina, że w ogóle ma coś na ręku”. Natomiast w świetlicy środowiskowej panie gotują z młodzieżą. Seniorki starają się łączyć różne działania, dlatego angażują młodzież do przedstawień, wystawianych poza świetlicą.

 

Jednak dziś najpierw jest przedszkole i przedstawienie „Rzepka”, w którym grają same seniorki: Edyta (dziadek w przedstawieniu), Asia (spektaklowa babcia) oraz Stasia (narratorka). Panie zachęcają dzieci do brania czynnego udziału w przedstawieniu. Jak wtedy, kiedy ciągnęły rzepę razem z chłopcem z zaburzeniami autystycznymi. Chłopiec tak bardzo chciał wyciągnąć warzywo, że wypożyczony strój stojącej przed nim Asi trzeszczał w szwach. Trochę strachu było, że się rozerwie, ale Asia się przede wszystkim ucieszyła z zaangażowania chłopca we wspólną zabawę. Pozostałe wolontariuszki też mają ze swojej pracy uciechę. „Nasz zespół to panie w starszym wieku. W przedstawieniu o rzepce najpierw ją łapiemy, potem ciągniemy, a na końcu się wszystkie przewracamy. Po prostu babcie na scenie latają” – śmieje się Edyta. Również Krystynie wolontariat przynosi dużo radości: „Gdy jestem w przedszkolu, urywam się od codzienności i  po trosze sama staję się dzieckiem. Jestem na takim etapie życia, że mogę pozwolić sobie na zabawę”. Z Krystyną zgadza się Mira: „Wolontariat daje mi czas, który mogę wykorzystać dla siebie. Czuję się młodo, jeżeli chodzę na tańce, do teatru, do chóru. Bawię się życiem i chciałabym tę radość przekazać innym. W życiu chodzi o zabawę, bo czym innym jest życie?”.

Po przedstawieniu panie zabierają się do gotowania w świetlicy środowiskowej. Stasia, jak zwykle czujna, pyta dzieci, czy umyły ręce. Salka odpowiada gromkim: „taaak, babciu” i przystępuje do robienia ozdób na ciasteczka kajmakowe. „Czekaj, uważaj na paluszki. No! Jedźcie z tym koksem” – zachęca Stasia, nauczycielka na emeryturze od 19 lat. Gotowanie w świetlicy zaczęło się właśnie od niej. Stasia ma kłopoty rodzinne, a wolontariat ją uspokaja: „Gdy jestem tu, nie myślę o sobie” – mówi szczerze. Pracę w świetlicy środowiskowej zaczynała od dawania darmowych korepetycji: „Pamiętam dość dużo, więc cieszę się, że mogę im się na coś zdać”. Stasia opowiedziała koleżankom o trudnej sytuacji dzieci ze świetlicy. Panie wpadły na pomysł, żeby przekazać im trochę ciepła i nauczyć integracji z dorosłymi, z którymi nie zawsze mają dobry kontakt. Seniorki wiedziały, że na dzieci ze świetlicy nie zawsze czeka gorący obiad w domu: zamiast babcinej zupy jest zupka chińska, zamiast mielonego z ziemniaczkami – pajda z margaryną. Postawiły więc na kurs kulinarny. Nauka gotowania integruje, ale daje też praktyczną umiejętność.

 

 

Projekt „UTW dla społeczności” jest finansowany ze środków Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności w ramach programu „Uniwersytety Trzeciego Wieku – Seniorzy w akcji”.

 

 

Na pierwszych zajęciach seniorki zapytały dzieci, co chciałyby zjeść. Najpierw wybrano pomidorową i hamburgery. Potem wymyślano inne potrawy: zupy, drugie dania, desery. Zadaniem dzieci było wynalezienie przepisu i pomoc w wykonaniu dania. Tyle, że w świetlicy nie było warunków do gotowania- seniorki musiały wszystko przywieźć:  naczynia,  garnki, patelnię, deski do krojenia, a nawet sokowirówkę i blender. Opłaciło się – dzieciaki z świetlicy uwielbiają pichcić. Kiedy seniorki zaczynają gotować, od razu zaczyna się przekrzykiwanie: „a mogę ja, a mogę ja?”. Więc panie pilnują kolejek, które ustawiają się do blendera, garnków, misek. Chłopcy w fartuchach, czepkach, chustkach na głowach, nie ma żadnych sprzeciwów. Ani słowa, że inni się śmieją, że chłopak w chustce. Byle by każdy mógł coś robić. „Rwą się do wszystkiego” – mówi zadowolona Mira. Wolontariuszki przychodzą do świetlicy dwa razy w miesiącu. W sumie zrobiły z dzieciakami 16 dań. Dziś jest zakończenie projektu z uroczystym wręczeniem książek kucharskich. Gotowanie seniorkom nie wystarczyło – one chciały dać podopiecznym coś więcej. Tak powstały książki kucharskie przygotowane indywidualnie dla każdego uczestnika i dla każdej uczestniczki. Wydanie książki przekraczało możliwości finansowe klubu, więc seniorki postanowiły same wykonać okładki metodą dekupażu. Na każdej z nich znajduje się buzia właściciela i napis: „Książka kucharska”. W środku są przepisy i rysunki wykonane przez dzieci. W trakcie gotowania dań wymagających czasu kursanci się czasem nudzili. Prowadzące zadawały im wówczas kulinarny temat do narysowania. Tak powstały ilustracje. „Praktycznie cała zawartość w środku, to praca dzieci” – podkreśla Mira.

 

Na przygotowanie książek seniorki poświęciły całe wakacje. Krystyna śmieje się, że na emeryturze pracuje na cały etat. Od dawna nie miała dnia wolnego. To samo Mira, która jest tak zajęta, że ciągle nie udaje jej się spotkać z synem. Seniorka opowiada, że jak syn próbował się z nią spotkać we wtorek, to ona była w teatrze, w środę nie mogła, bo basen, w czwartek też nie, bo przedszkole. Wyliczankę Miry przerywa telefon: „Przemek? W sobotę? Dziecko, idę na florystykę o 14. W niedzielę? Muszę zajrzeć do kalendarza, poczekaj chwilę, ale podejrzewam, że też coś mam. No nie śmiej się, no przestań rechotać. Widzisz, zdaję się że mam niedzielę wolną. Masz szczęście, możesz przyjechać”. 

 

tekst i fotografie: Anna Liminowicz