Zależy nam na tym, by się inspirować



Sektorze Otwartej Kultury działającym w ramach programu Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę” z jej twórczynią, Martą Białek – Graczyk rozmawia Julia Łuczywo.

Julia Łuczywo: W tym roku „ę” obchodzi swoje 10 urodziny. Jak wyglądała Wasza ewolucja przez te wszystkie lata?

Marta Białek-Graczyk: Gdy zaczynaliśmy działać byliśmy niewielką grupą ludzi, którzy szukali pomysłu na życie i chcieli dzielić się swoimi pasjami. Z biegiem czasu nasze stowarzyszenie w organiczny sposób rozwijało się i rosło. Wszystkie nasze działania rodziły się z potrzeby szukania dobrych modeli i form pracy zarówno przy małych lokalnych projektach jak i tych dużych, bardziej systemowych. Jednak cały czas dbaliśmy i dbamy o zachowanie ludzkiej skali. Chcemy mieć bliski kontakt z odbiorcami naszych działań. Za każdym programem Towarzystwa stoi konkretny człowiek wraz z motywacją, potrzebą i pomysłem. To jakie programy prowadzimy zawsze wynika z pasji poszczególnych osób, które tworzą nasz zespół i z obserwacji świata wokół nas. Dzięki temu cały czas udaje nam się zachować równowagę między dość dużym zakresem działań, a intensywnymi i bliskimi relacjami z ludźmi. To jest dla nas bardzo ważne i myślę, że wyjątkowe.

Jedną z linii programowych, która przez lata doświadczeń wykrystalizowała się w „ę”, jest Sektor Otwartej Kultury. Opowiedz proszę czym jest.

M. B.-G.: Jest to najbardziej systemowy z naszych kierunków. Przez te wszystkie lata zebraliśmy doświadczenia i pomysły, które pomogły nam wypracować nowe metody działania. Chcemy podzielić się nimi z innymi. Zauważyliśmy, że w Polsce – także w obszarze kultury – mamy pewien deficyt w obszarze współpracy. Organizacje pozarządowe wciąż rzadko współpracują ze sobą, z partnerami z instytucji publicznych czy biznesem. Zależy nam na tym, by ludzie, którzy działają w w kulturze mieli szansę wymieniać się pomysłami, metodami działania, wzajemnie inspirować. Wymiana ta działa na wielu poziomach – łączymy instytucje publiczne z pozarządowymi, a małe miejscowości z dużymi ośrodkami. Otwarty sektor kultury to także obszar eksperymentu. Poszukujemy nowych metod pracy, zapraszamy organizacje i instytucje kultury do procesu zmiany i zachęcamy do otwierania się na społeczności. Z takiego ducha wywodzą się nasze działania skierowane do domów kultury.

Czy możesz opowiedzieć więcej o projekcie Zoom na dom kultury?

M. B.-G.: Projekt narodził się z prostej obserwacji. W Polsce funkcjonuje ponad 3000 domów kultury i nie wszystkie z nich działają najlepiej. W 2007 roku zaczęliśmy się im przyglądać, by rok później przeprowadzić badania i zainicjować dyskusję. Wywołało to dużo emocji. Dostaliśmy ogromną ilość pozytywnych reakcji od pracowników domów kultury, którzy dziękowali nam za publikacje i za to, że ktoś zainteresował się ich tematem. I dużo słów krytyki, że ośmielamy się pokazywać słabe strony ośrodków. Możemy powiedzieć, iż w pewien sposób rozpoczęliśmy w Polsce debatę o domach kultury. Dziś domy kultury wkładają ogromną pracę w to, by działać lepiej, a my staramy się im w tym pomóc. Współpracujemy z mieszkańcami i lokalnymi działaczami, by wspólnie szukać nowych rozwiązań. Testujemy różne narzędzia, by móc je weryfikować i publikujemy wnioski z naszej pracy. Dziś, gdy jedziemy w teren, na hasło Zoom na domy kultury słyszymy „Mam Państwa publikacje na półce, zaglądam do nich, zmusza mnie do refleksji”. I o to nam chodzi.

Patrząc przez pryzmat tych wszystkich lat jakie zmiany dostrzegasz na polu kultury?

M. B.-G.: Polska bardzo się zmieniła. Gdy zaczynaliśmy 10 lat temu – przecieraliśmy szlaki. Dziś kraj buzuje od inicjatyw w kulturze i czuć ogromną energię do tego, by sięgać po swoje marzenia. Coraz więcej ludzi zaczyna widzieć, że praca może być też ich pasją. Jednak ciągle jest jeszcze wiele do zrobienia. Mamy poczucie, iż na polu kultury nie inwestujemy wystarczająco dużo w siebie. Dlatego w „ę” staramy się dbać o nasz własny rozwój certyfikując się w art coachingu czy rozwijając inne kompetencje zespołu. Wydaje mi się, że w Polsce często nie potrafimy dobrze ze sobą się komunikować czy dzielić się tym, co już mamy. A my lubimy sami inspirować innych i uczyć się od nich. Udział w naszych programach to szansa na takie inspiracje.

Jak to inspirowanie przekłada się na rzeczywistość?

M. B.-G.: Tworzymy programy długofalowe, które owocują trwałością efektów. Po wielu latach przeprowadziliśmy ewaluację programu „Młodzi menedżerowie kultury” i zapytaliśmy jak program wpłyną na ich wybory życiowe. Okazało się, że 87% naszych absolwentów pracuje w kulturze bądź aktywnie w niej działa. Są właścicielami kin, animatorami, mają swoje zakłady fotograficzne, prowadzą domy kultury albo działają w lokalnych stowarzyszeniach. Cieszymy się, że nasze programy to nie jednorazowe przygody – ale zaczyn zmiany, która trwa.